piątek, 19 lipca 2013
Pierwsze starcie
Fabia obudzila sie dzisiaj bardzo wczesnie. Do śniadania zostaly jakies trzy godziny, postanowila wiec zabrac przbory toaletowe i ruszyla do Łazienki Prefektów.
- Bąbelkowa rozkosz! - powiedziala i drzwi Łazienki uchylily sir nie§mialo ukazujac wspaniale wnetrze.
- Wow! No to mam godzine w raju!
Lazienka wygladala imponujaco, z kolorowych rurek wypływała kolorowa woda, ogromnej wielkości wanna bąbelkowala i wylatywala z niej kolorowa piana. Przez najbliższą godzinę Fabia mogła nastawić się psychicznie na pierwsze w tym roku spotkanie z Mistrzem Eliksirów w Lochach.
Wyjątkowo, szalenie podekscytowana i stęskniona za Lochami ubrała się jeszcze w letnie ciuchy. Założyła swoją ulubioną brązową z białym haftem krótką spódniczkę, do tego szarą bluzkę na krótki rękaw z piórkami na przodzie, włosy związała w długi warkocz i tanecznym krokiem udała się do wielkiej sali na śniadanie razem z grupą swoich przyjaciół.
- Fabia? - spytała Hermiona - Czy Ty się aby na pewno dzisiaj dobrze czujesz?
- Oh, Herm! Oczywiście! - odpowiedziała - Nie czujesz tego zapachu zamku, nie widzisz słońca wpadającego przez witraże, tej całej hogwarckiej atmosfery! Wszystko znowu się zacznie!
- Fabia! Przypominam Ci, że po obiedzie idziesz do lochów, więc chyba tej "hogwarckiej atmosfery" nie poczujesz... - powiedziala Hermiona zupełnie zdziwiona zachowaniem swojej przyjaciółki.
Przedpołudnie cała zgraja rudzielców i reszta paczki spędzili na błoniach. Fabia caly czas szczęśliwa robiła kaczki, spacerowała, wszyscy mieli ją dzisiaj za małą chodzącą wariatkę.
- Nie ogarniam jej Fred - odrzekł George.
- Ja również George. Czyżby nasza Mała Mistrzyni Eliksirów zbzikowała przez wakacje?
- Hej! - krzyknął na całe towarzystwa Harry! - Obiad!
Cała grupa zerwała sie na równe nogi i powędrowali w stronę WIelkiej Sali.
Obiad dłużył się niemiłosiernie, ale kiedy w końcu wszyscy zjedli i wybiła godzina 15.00 Fabia poszybowala jak na skrzydłach przed drzwi gabinetu swojego Mistrza.
Puk, puk, puk...
+ Wejść - usłyszała przez drzwi swój ulubiony chłodny ton profesora.
- Dzień dobry profesorze! - powiedziała uśmiechnięta.
- Dzień do.. -urwał w pół słowa - dobry. Co Ty masz na sobie? - zapytał zirytowany.
- Ja, nie... - próbowała odpowiedzieć ale język ugrząz jej w gardle.
- Jeżeli chcesz tak dzisiaj pracować to wyjdź.Fabia - Mogę zaczynać.?
- Ale dzisiaj omawiamy strategię pracy na ten rok. Tylko omawiamy, tak Pan wczoraj powiedział, więc myślę, że spódnica w niczym nie będzie przeszkadzała - nabrała trochę pewności, ale zzał melodięaraz po tym zrozumiała, ze nie powinna byla tego mówić.
- Powiedziałem, że będziemy TEZ omawiać strategię pracy. Jak już jesteś to zostań. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Usiedli przy ławce w laboratorium i zaczeli omawiać wszystkie plany na najbliższy rok. Począwszy od eliksirów , które będzie ważyła na SUMach, które ma zdać najlepiej jak umie bo inaczej może się pożegnać z przygotowaniami.
- Herbaty? - spytał Snape - >>Co? - pomyślał - Jakiej herbaty, stary durniu?<<
- Słucham? - spytała zaskoczona
- O herbate pytam, czy się napijesz?
Jeszcze bardzije zdziwiona Fabia zgodziła się.
- Dobra. To teraz zobaczymy ile udało Ci się zapomnieć przez wakacje. Idziemy do laboratorium. - powiedział Snape z nutka złośliwości.
- Obawiam się, że jestem na bieżąc - odpowiedziała mu coraz bardziej pewna siebie. >> Nareszcie laborki!!!<<<
Stanęla przy stole w swoim ukochanym laboratorium. "Swoim" chyba może tak powiedzieć. Spędza tam większość swojego czasu pozalekcyjnego. Zna każdy zakamarek, wie co znajduje się na każdej półce i mogłaby składniki brać z zamkniętymi oczami.
- Eliksir Skurczający poproszę. - powiedział profesor. - Składniki?
- Na prawdę? Korzonki stokrotek, Figi, Dżdżownica, Śledziona szczura, Sok z pijawek. - odparła pewna swego Fabia. - Mogę zaczynać.
- DObrze.
Gdy tylko usłyszała aprobatę z ust profesora wzięła się za robotę. Najpierw przyniosła wszystkie składniki. Owoce jak zwykle po lewj stronie na półce czwartej, Stokrotki, wśród korzeni lewa strona połka 5, Sledziona szczura, dżdżownica w schowku razem z innymi dziwnymi skladnikami. Gdy miała już wszystko przygotowala noże, deski, kociołek z wodą i zaczęła.
Dżdżownicę starannie pokroiła na plasterki i wrzuciła do kociołka. Następnie śledziona szczura i wszystko zakropione sokiem z pijawek. Zabulgotało. Przyjeło kolor czerwony! >>OK! Wszystko jak trzeba. - pomyślała<< Bawiła się dalej składnikami.
Profesor siedział przy swoim biurku w laboratorium. Stwerdził, ze lepiej będzie jak po wakacjach zostanie przy Fabii >> Jeszcze coś wybuchnie<< uśmiechnął się ironicznie. Pisła właśnie jakieś pismo dla dyrektora, nic ważnego ale musiał je w końcu skończyć.
Nagle usłyszał jakąś melodię >> Co u licha? - pomyslał<< Ta miła dla ucha melodia wywodziła się z ust Fabii, szczęśliwa, że już pierwszego dnia coś waży zapomniała o obecności Snape'a w laboratorium.
- Skup się - powiedział ostro.
- Przecież jestem skupiona. Cały czas ważę eliksir, póki co wszystko jest OK. - powiedziała prawie obrażona.
Przyjrzał się jej uważnie. Faktycznie stała skupiona, ale musiał jej walnąć jakąś uwagę już nie mógł wytrzymać.
Stała przy stole w tej miniówie, szczęśliwa, że może ważyć. >> Kto normalny cieszy się z zajęć dodatkowych? I to już pierwszego dnia? - pomyślał - Zmieniła się przez te wakacje, taka się zrobiła starsza. - nie mógł oderwać od niej wzroku. - Idż, Ty starty kretynie logiczne, że wyrosła w końcu nie widziałeś jej dwa miesiące. - Skarcił się w duchu i wrócił do pism.<<
- Skonczyłam! - krzyknęła z radością.
- Konsystencja w porządku, kolor też, pachnie trochę nie tak ale może być - podsumował jej pracę. - jesteś wolna.
Uśmiechnęła się i żegnając się wróciła do dormitorium.
Na dworze był już wieczór. >> Przesiedziałam całe popołudnie<< Wróciła do dormitorium.
- No nareszcie - krzyknęła Hermiona - Gdzies Ty była nie było Cie na kolacji, w bibliotece, całe błonia zlataliśmy.
- U Snape'a byłam - uśmiechnęła się. - Ważyłam eliksir i wyszedł całkiem niezły! Nawet zostałam pochwalona.
- W takiej miniowie nawet Snape'a ruszyło! - Krzyknął Fred.
- Fred - dostał właśnie poduszką - przecież on mnie tylko uczy! Jest stary i nikogo nie lubi!
- Widać Ciebie lubi! - zawołał George.
- Dobra ide spać jestem padnięta - powiedziała Fabia i udała się do dormitorium.
Weszła do dormitorium, zapaliła różdżką lampy i rzuciła się na łóżko. >> Uwarzyłam Snape'owi eliksir! Dobry Eliksir - złapała się za głowę - Zostanę Mistrzem! << Wstala rozebrała się i zasnęła.
Tymczasem w sypialni w lochach Naczelny Nietoperz Hogwartu leżał w swoim łóżku i przerzucał się z boku na bok. Cały czas miał przed oczami młodą gryfonkę warzącą eliksir w jego laboratorium. Nie wytrzymał. Wstał, poszedł do szafki, wyjął eliksir Słodkiego Snu i wrócił do łóżka. Po chwili oboje już spali.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)